ON:
=== BG166, 48C15, tymczasowa kwatera Johnsona ===
Johna obudzilo szarpanie. Otworzyl oczy i spostrzegl tajemnicza Romulanke z
Predatora. Widzial wyraznie jej foremna, jasna twarz i karmazynowoczerwone
teczowki oczu.
"Skad sie tu wziela? I co wazniejsze: czego chce ode mnie?" - zastanawial sie
John, choc wlasciwie czul radosc z jej bliskosci.
- Szybko! Musisz mi pomoc, Daise'Erein... - wyszeptala nerwowo, a sam ton glosu
otrzezwil doradce. Dopiero teraz zauwazyl, ze siedzi na podlodze... zdaje sie,
ze zasnal podczas przegladania zdjec z przeszlosci. Zerwal sie i podszedl do
Romulanki, ktora otworzyla drzwi do kwatery i rozgladala sie po korytarzu
ostroznie.
Na korytarzu nie bylo nikogo. Tak przynajmniej sie Johnsonowi wydawalo.
Romulanka szybko odbiegla, a on podazyl za nia. Kierowali sie w strone
turbowindy...
Gdy mijali Duza Mese, John zajrzal do srodka. Zauwazyl zarumienionego
podporucznika Glonojada, ktory pil sake wraz z majorem Voirdem.
"Niedorzecznosc" - pomyslal doradca.
- Napij sie ze mna! - krzyknal do niego pijany sternik.
Klingon odwrocil sie zdziwiony i wstal, by po chwili zaczac gonic Johnsona.
Czlowiek nie zastanawial sie dlugo i postapil tak jak zrobilaby to wiekszosc
osob na jego miejscu - staral sie biec szybciej niz szarzujacy wsciekle Klingon.
- {jotmoH}! Uspokoj sie! - wrzeszczal Johnson czujac, jak ogarnialo go coraz
wieksze zmeczenie. Jego sprint zwalnial w zastraszajacym tempie, po niedlugiej
chwili poczul jakby mial nogi z olowiu. Z trudem pokonywal kolejne centymetry
drogi, a stawka byla wysoka... przezycie.
Wilga. Dziesiec krokow przed nim stal komandor porucznik Tomasz Wilga, naukowy
oficer i tymczasowy pierwszy oficer Excelsiora. Z niewzruszona mina naukowy
sprawdzil poziom energii w fazerze, a nastepnie rzucil Johnowi znaczace
spojrzenie.
John wcale nie odetchnal z ulga, chociaz byl dziwnie pewien, ze Klingon juz go
nie sciga. Wilga usmiechnal sie dziwnie i potarl reka swoja blizne na twarzy.
- Ciesze sie z naszego przypadkowego spotkania. - stwierdzil. - Powinnismy chyba
wyjasnic sobie pewne sprawy...
Johnson wiedzial co odpowie, ale nie zwrocil uwagi na wymawiane przez siebie
slowa.
- Wiem juz wszystko. - usmiech momentalnie zniknal z twarzy Wilgi. - Poruczniku
Johnson... - tu Wilga uniosl fazer. - czy moze raczej kapitanie McLeod?!
Johnson nie odpowiedzial. Nie byl w stanie sie ruszyc, choc bardzo kusila go
opcja ucieczki jak najdalej od tego szalenca. Zwlaszcza, ze jego urojenia
skladaly sie w spojna, logiczna i racjonalnie rzecz biorac absurdalna oraz
niedorzeczna calosc.
- Pewnie zastanawia sie pan w jaki sposob sie domyslilem? - spytal Wilga, a
lekki usmieszek powrocil na jego twarzy. - Taaak... Amatorow mogl pan oszukac,
ale kogos, kto pracowal kiedys w Wywiadzie nie da sie latwo wywiesc w pole, oj
nie... - pokrecil palcem w gescie, jakim karci sie niegrzeczne dziecko. -
Obserwowalem uwaznie wszystkie panskie dzialania na okrecie i musze przyznac,
calkiem niezle pan sobie radzil z kamuflazem. Nawet kapitan dal sie nabrac na
to. - tu Wilga wydawal sie beztrosko rozbawiony.
Johnson milczal.
- Pewnie zastanawia sie pan, dlaczego pozwolilem na zabojstwo kapitana
Styczynskiego? Przeciez moglem w kazdej chwili interweniowac, powstrzymac
wszystko... Ale ja rozszyfrowalem Ciebie, McLeod, i wiem o co wam chodzilo...
Powiedzmy - Wilga zrobil dziwna mine. - ze doszlo do chwilowej wspolnoty
interesow.
- Teraz masz statek tylko dla siebie. - powiedzial w koncu John z niechecia.
Naukowy zasmial sie szyderczo i zupelnie bez przekonania, tak ze sam spostrzegl
fatalna sztucznosc owego rechotania.
- No czemu sie ze mna nie napijecie?! - Johnson uslyszal glos zza plecow. Tym
razem mial swobode dzialania, wiec szybko przyciagnal do siebie sternika i uzyl
go jako ludzkiej tarczy. Zdazyl idealnie, bo Wilga szybko wymierzyl i strzelil.
- Kamikaze! - zawolal jeszcze Glonojad na pozegnanie. Z biedaka zostaly tylko
rozproszone atomy, jednak John nie tracil czasu na oplakiwanie towarzysza.
"Swietnie mi pomogles, szkoda ze nie bede mogl odwdzieczyc sie i postawic ci
drinka" - pomyslal z ironia, kiedy kluczyl po korytarzach Bazy w poszukiwaniu
jakiejs bezpiecznej kryjowki.
- Prosze podac rodzaj medycznej potrzeby! - nie wiadomo skad tuz obok niego
pojawil sie EMH.
- Doktorku, jestem troche zajety... usiluje sie schowac przed szalencem. -
odparl John, potrzasajac ramieniem hologramu. Lysy UMH zlozyl rece w tube i
wrzasnal jeszcze glosniej:
- Prosze podac rodzaj medycznej potrzeby!
- Tam jest! - John uslyszal krzyk i zmienil kryjowke, w ostatniej chwili
unikajac wiazki fazera. Znowu deptali mu po pietach, a hologram skutecznie
zdradzal kazda jego kolejna kryjowke.
- Prosze podac rodzaj medycznej potrzeby! - zawolal kolejny raz hologram,
pojawiajac sie tuz obok Johnsona.
- Odczep sie ode mnie! - odpowiedzial John odrobine zbyt glosno, niz zamierzal.
- Trzeba tak bylo mowic od razu... - Doc naburmuszyl sie. - Jak chce wykazac
odrobine dobrej woli i pomoc, to nic mi z tego nie przychodzi poza...
John nie slyszal dalszego ciagu narzekania hologramu, bo wskoczyl do turbowindy.
- Ktory poklad, poruczniku? - uslyszal znajomy, choc dawno nieslyszany glosik.
Odwrocil sie i spostrzegl Zmienna. Jej obecnosc podziala na jego kojaco. Zawsze
mial slabosc do dziwnych kobiet, podejrzewal nawet ze ma do czynienia z jakims
specyficznym rodzajem parafilii. Bo jak inaczej wytlumaczyc dziwna fascynacje ta
Zmiennoksztaltna...
Chwila spokoju nie trwala zbyt dlugo, bo nagle okazalo sie, ze nie sa w windzie
sami.
- Lepiej szukac spiskow niz byc czescia jednego z nich. Nie sadzi pan?? - spytal
Corvus retorycznie. Jego twarz nie zdradzala zadnych emocji.
Obudzil sie zmieszany i wystraszony. Rozejrzal sie niepewnie po pokoju...
Dzwiek dzwonka... to on go wybudzil ze snu... na szczescie.
Ktos z uporem maniaka wciskal przycisk dzwonka do drzwi, wiec John wstal,
walczac ze zdretwialymi konczynami (od snu w niewygodnej pozycji) i poszedl
zobaczyc kim bedzie pierwszy gosc w jego nowej, tymczasowej kajucie.
To byla Unica. Usmiechnela sie i spytala beznamietnym tonem:
- Dlaczego zabiles kapitana? - Po chwili zmienila ksztalt, stala sie kapitanem
Styczynskim.
- Nastepnym razem moze bys mnie tak laskawie uprzedzil? Czy prosze o zbyt
wiele?!
"Ten koszmar jeszcze sie nie skonczyl" - przewinelo sie przez glowe doradcy.
- Lepiej szukac spiskow niz byc czescia jednego z nich. Nie sadzi pan?? - spytal
Corvus retorycznie. Jego twarz nie zdradzala zadnych emocji.
Johnson odruchowo kiwnal glowa. Mial w prawej dloni fazer. Skad sie tam wzial?
Czy to nie Unica zamienila sie w bron, ktora teraz trzymal?
- Ognia! - wydal komende podporucznik Frakes, instruktor wydzialu taktycznego
Akademii Gwiezdnej Floty.
John nie pamietal strzalu, ale widzial jak kapitan pada martwy na podloge
hangaru. Dokladnie tego, w ktorym go przed chwila przywital tuz po przybyciu na
statek.
- Trzy okreslenia, ktore najtrafniej opisuja panska osobe? - doradca spytal
Corvusa.
- Dobre pytanie. Nigdy dotad sam siebie nie opisywalem, ale jesli juz to bedzie:
spokojny, bezwzgledny, cierpliwy.
- Czy moze pan opisac nieco dokladniej na czym polega ta "bezwzglednosc"? -
doradca przyjrzal sie uwazniej Corvusowi.
- Lepiej szukac spiskow niz byc czescia jednego z nich. Nie sadzi pan?? - spytal
Corvus retorycznie. Jego twarz nie zdradzala zadnych emocji.
- Dlaczego pozwoliles mi na to?! - spytal John.
Zobaczyl smiejacego sie Wilge.
- Brawo, brawo... JJ. - Johnson skurczyl sie slyszac zdrobnienie, jakiego
uzywali tylko jego rodzice. - Wciaz nie moge sie nadziwic jak to mozliwe, ze
zawsze robisz to, o co zostales poproszony.
- Moze powiecie mu o co tu chodzi? - spytal Boni, starajac sie opanowac wybuch
smiechu. - Biedaczek...
- I tak nie bedzie pamietal... Poza tym, nigdy go nie lubilem. - stwierdzil
Kovalsky, wzruszajac ramionami.
- Dosc tej zabawy. - przerwal im Styczynski. - Koncz wreszcie! - rozkaz wyraznie
skierowany byl do Pierwszego.
- Nam strzelac nie kazano! - zadeklamowal EMH. - Prosze, moge ja? moge ja?
- Starczy, powiedzialem! - dodal kapitan. Po chwili dodal rozbawionym glosem. -
Primum non nocere, duszku.
- Nocere, nocere... - powtorzyl zniesmaczony hologram.
John postanowil sie obronic. Zaatakowac zanim sam zostanie zaatakowany. Nie bylo
juz niestety w okolicy nikogo innego, kim moglby sie oslonic, a w rece nie mial
fazera. Tuz obok niego lezaly ciala Unici i romulanskiej plutonowej z Predatora.
Byl tam takze porucznik Corvus. Niby ta trojka byla martwa, ale jakos tak
zachowywala sie calkiem zywo. Obserwowali sytuacje z zaciekawieniem oczekujac
dalszego ciagu.
- Lepiej szukac spiskow niz byc czescia jednego z nich. Nie sadzi pan?? - spytal
Wilga retorycznie. Jego twarz nie zdradzala zadnych emocji.
Obudzil sie zmieszany i wystraszony. Rozejrzal sie niepewnie po pokoju...
OFF:
LT/JG John JOHNSON
CNS, USS EXCELSIOR-C